Wznowienie…

Chyba warto robić zdjęcia. Bo widoki z powietrza są niesamowite. Ale po kolei…

Życie biegnie, trzeba zakończyć to, co się zaczęło. Na liście zaległości znalazłem, ku swojemu zaskoczeniu, niedokończony kurs na licencję pilota. Po blisko dwuletniej przerwie wróciłem do latania. Okazało się to prostsze, niż mogłoby się to wydawać – a wiele osób z jakiegoś powodu ma problem z ‘restartem’ po przerwie. Wystarczy zgłosić się do swojej szkoły, poprosić o opracowanie programu wznowienia (w moim wypadku było to szybkie przypomnienie tego, czego nauczyłem się do tej pory: 6h dodatkowego latania), a następnie zrobić od nowa nieskończone poprzednio ćwiczenie (niestety, brakowało mi 7 samodzielnych kręgów, więc musiałem zrobić ich 25) i… kontynuujemy szkolenie.

Pogoda nas rozpieszczała, urlopu jeszcze trochę było, więc 25 startów i lądowań udało się zaliczyć w kilka dni. W międzyczasie wspólnie z instruktorem robiłem tzw. strefy – czyli loty nad wydzielone miejsce, gdzie można było poćwiczyć wiraże: głębokie (przechylenie 45 i 30 stopni) i słabsze: 20 i 10. O dziwo (choć w sumie nie – samolot “sam” kręci szybkie bączki) najłatwiejsze okazały się 20 i 30 stopniowe, trochę więcej trudności sprawił 45 stopni (dopóki człowiek sobie nie przypomni, że następuje zamiana sterów i nos do góry wyciąga się ‘nogą’), a najtrudniejszy okazał się zakręt z przechyleniem zaledwie 10 stopni. Dlaczego? Odpowiedź prosta: głębokie zakręty samolot robi ‘sam’ i ‘szybciutko’. Zakręt powolny jest bardziej wymagający, bo Cessna sama albo się prostuje, albo pogłębia zakręt, trzeba też pilnować obrotów, bo chce uciekać do góry…

Po wylataniu 25 samodzielnych kręgów i paru stref z instruktorem, przyszła pora na samodzielne strefy. Po raz pierwszy znalazłem się w powietrzu sam z dala od lotniska. Wrażenie porównywalne z pierwszym samodzielnym startem i lądowaniem. Przez 23 minuty latam, by przećwiczyć wiraże i ślizgi (czyli lot z szybkim wytraceniem wysokości, z pewnym przechyleniem uzyskanym dzięki skierowaniu steru kierunku w jedną stronę, a wolantu – w drugą). Po powrocie na lotnisko chwila przerwy i powtórka z rozrywki. Jak za pierwszym razem “płytkie” wiraże wychodziły słabo, za drugim widoczna była wyraźna poprawa. Jednak jest trochę prawdy w powiedzeniu ‘ćwiczenie czyni mistrza’…

A teraz urlop się skończył, pogoda popsuła, więc trzymam kciuki za kolejny weekend na lotnisku… A, i wracam do sieciowego życia. Jak nie zapomnę 😉