Zalew słów

“Zalew słów, miliardy słów na salach zebrań, na wszystkich falach eteru, na tonach, setkach ton kartek” (R. Kapuściński). Codziennie przez moje ręce przechodzi średnio kilka dzienników, jeden tygodnik, co kilka dni dni – miesięcznik lub kwartalnik. Do tego niezliczona liczba artykułów w sieci, maili, analiz, ustaw. Wieczorem – dobra książka. Zwykle jedna na dwa dni. Do tego, od niedawna, audiobook w drodze do i z pracy. Z telewizora zrezygnowałem już lata temu, radio ograniczam do wcześniej wybranych audycji. I wiem, że nigdy wszystkiego nie przeczytam, o tysiącach ciekawych rzeczy nawet nie usłyszę.

Wyglądam przez okno – reklamy, zdejmuję słuchawki w autobusie – ciągłe rozmowy. O niczym. Przez telefon lub twarzą w twarz. Rozmowa nie służy już jako przekaźnik informacji. W setkach rozmów, których urywki słyszę każdego dnia, nie ma nic. Są puste.

Telefon komórkowy jest wynalazkiem, który zmienił ludzkość. Skończyły się czasy, kiedy wracało się do domu i rozmawiało o ostatnich wydarzeniach, przemyśleniach, obrazach… Krótkie SMSy w ciągu dnia utrzymują wrażenie kontaktu, zastępują rozmowy i analizy wydarzeń… Przemyślenia, obrazy – zanikają.

Prasa pusta. Rozmowy puste. Internet – pusty. Radio – puste. Choć to uogólnienie, bo w każdym z tych miejsc można znaleźć prawdziwe perełki, nie da się ich znaleźć w tym zalewie informacji.

Ten wpis miał być o czymś innym. Myślałem o reklamie, którą widzę codziennie przechodząc przez warszawski Plac Trzech Krzyży. Okładka kolejnego numeru magazynu LOGO – “143 przedmioty, które warto mieć”. Potem przeczytałem artykuł Chorzy na bogactwo, o zanikaniu potrzeby prawdziwego życia, zastąpionej żądzą posiadania. Pierwszymi słowami chciałem nawiązać do swojego długiego milczenia w tym miejscu: kiedy codziennie jestem zmuszony przerzucać dziesiątki stron z nieistotnymi informacjami, postanowiłem milczeć do momentu, kiedy będę miał coś istotnego do powiedzenia. I właśnie zanikanie pragnienia dokonania czegoś ciekawego na rzecz żądzy posiadania miało być tematem tego tekstu…

Czy można być szczęśliwym człowiekiem mając pięćdziesiąt par butów i gigantyczny dom na wzgórzu, nie mając jednocześnie żadnego celu w życiu, żadnej “niematerialnej” przyjemności, żadnego hobby?

  • Rozmowy, internet, radio, wszystko wydaje ci się puste, bo nie ma tam nic nowego… wszystko już przeczytałeś. Odciąłbyś się na tydzień od innych źródeł informacji i zdziwiłbyś się ile się możesz z tego radia, czy rozmów dowiedzieć. Mniej szczegółów, ale faktów całkiem sporo, w skrócie.
    Nie każdy ma ochotę chłonąć masę informacji u źródeł. Większości ludzi te informacje są zbędne, a często po prostu przeszkadzają w skupieniu na tym, co najważniejsze. Dlatego większość ludzi żyje w swoim małym świecie i zadowala się skrawkami informacji napływającymi z zewnątrz (rozmowy, radio). Dla Ciebie to może mało, ale to nie znaczy, że oni są puści. Są inni…
    Odkąd śledzę news.google.com i parę blogów, to serwisy informacyjne w telewizji dla mnie wydają się zawierać jedynie informacje zupełnie nieinteresujące (tych w Internecie nie przeglądam), mało istotne, albo przedawnione (“przecież o tym czytałem w zeszłym tygodniu”). Ale to nie telewizja się pogorszyła, tylko ja mam aktualniejsze źródło informacji.

    A co do ostatniego akapitu: a czemu zdobywanie i posiadanie nie miało by być rodzajem hobby? Mnie by nie bawiło, ale nie bawi mnie też piłka nożna, czy zbieranie znaczków. No i szczęśliwy nie będzie też ten, kto uprawia swoje hobby, nawet bardzo szlachetne, tylko dlatego, że popularne i szlachetne.

  • Ostatnio miałem okazję wyłączyć się na jakieś 8 dni – wyjechałem na sąsiedni kontynent, nie miałem włączonego roamingu (przypadkiem zresztą)… Po powrocie dowiedziałem się, że zdymisjonowano dwóch ministrów, jednego dyrektora, ktoś kogoś po raz kolejny obrzucił błotem. Czy dużo straciłem nie czytając tych informacji na bieżąco? Raczej nie. Przeglądałem później prasę z całego tygodnia i nie znalazłem nic, co by rzeczywiście miało jakąś wartość “ponadczasową” (czytaj: było “ważne” dłużej niż kilka dni). I o to mi chodzi – produkuje się olbrzymią ilość artykułów, które po tygodniu można wyrzucić do kosza – są opisem mało istotnej części naszej rzeczywistości.

    A hobby? Może niepotrzebnie użyłem tego wyrazu. Szukałem czegoś określającego sens życia – jaki jest sens życia polegającego nie na korzystaniu z niego, nie na robieniu ciekawych rzeczy, nie na kontaktach z ludźmi lub chociaż robieniu czegoś pożytecznego, lecz skupiającego się na wrzucaniu kolejnych pieniędzy na konto na ‘wieczne nieskorzystanie’? Przypomina mi to trochę Wujka Sknerusa z kreskówki Disney-a.

    To moja prywatna opinia, ale się z nią zgadzam 🙂

    ł.