Jestem sobie rowerzystą

Kochany bank Inteligo, który do tej pory zwykle robił więcej ruchów w celu wykurzenia swoich klientów niż by ich przyciągnąć, zrobił mi właśnie miły prezent. Przed chwilą przytuptał do mnie listonosz i przyniósł paczkę z niewielkim plecakiem (takim, tylko w niebieskiej kolorystyce) oraz pascalowskim przewodnikiem 'Polska na rowerze'. Plecak będzie w sam raz na wypady nie-rowerowe – na rowerowe mam coś zdecydowanie wygodniejszego. Skąd taki 'prezent'? Kupiłem sobie OC/AC/NW dla rowerzystów.

Rower jest moim podstawowym środkiem transportu – zarówno codziennego, jak i weekendowego. Zwłaszcza teraz, kiedy autobusy są przegrzane, pełne ludzi itp. Nie ma korków, zawsze jest przyjemny chłodny powiew, prawie same plusy. Jest i spory minus: przerażająca większość kierowców w Warszawie ma za nic przepisy i ograniczenia. Przejazd na czerwonym? Czemu nie, co z tego, że z bocznej startuje już rowerzysta. 120 na ograniczeniu do 50? Przecież i tak prawie nikogo nie ma. Metr odstępu przy wyprzedzaniu? W sumie pewnie jest – przednie koło 30 cm od rowerzysty, tylne 30 cm od rowerzysty, dach – 40 cm od rowerzysty, w sumie uzbiera się cały metr.

Duży plus: w ciągu ostatnich lat kierowcy autobusów chyba zauważyli, że rowerzysta nie przeszkadza na drodze i od paru miesięcy nie zdarzyła mi się sytuacja, kiedy bus spycha mnie na pobocze. Kiedyś notorycznie 517 próbowało mnie zrzucić z mostu Poniatowskiego.

Jeszcze tylko przydałoby się trochę ścieżek rowerowych (ale prawdziwych, nie z kostki) i miasto stałoby się naprawdę przyjazne dla rowerzystów… Na razie zostaje jazda po zatłoczonych ulicach lub opanowanie sztuki teleportacji między kolejnymi parunastometrowymi fragmentami śmieszki rowerowej, która z niewiadomego powodu raz znajduje się po jednej stronie jezdni, raz po drugiej… (ostatnio próbowałem przejechać przez świeżo wyremontowane skrzyżowanie koło galerii mokotów. no more tears. tak, o rowerzystach zapomniano.)

W sumie nie wiem, po co to napisałem – ale podziwiam wszystkich, którzy dotarli do końca tekstu. Proszę upomnieć się o piwo przy najbliższym spotkaniu 🙂

  • To ja chce to piwo 😉 W jakim miescie mam sie zjawic? 😉

  • honey

    Się nie liczy, bo teraz blog wylądował na planecie. Do wczoraj wiedziało o nim mniej osób 😉

    No, jakbyś czegoś innego niż gentoo używał, to może jeszcze 😉 Ale jak przyznasz, że Debian rządzi, to zapraszam do .waw 😉

    ł.

  • No ja też piwo proszę, a na blog zaglądam od postu Song o Ciszy wiec jeszcze na planecie nie było :>

    Co do wpisu, to może zamiast roweru przemieszczaj się po wawie na hulajnodze,takiej małej japońskiej. Zawsze można ją schować do plecaka i wsiąść np. do metra 🙂

  • honey

    Hulajnoga? Kiedyś, kiedy jeszcze wszędzie poruszałem się samochodem, planowałem wożenie ze sobą hulajnogi i dojeżdżanie z parkingu do anywhere – jednak po obejrzeniu warszawskich chodników stwierdziłem, że żeby przeżyć jazdę po nich, zamiast hulajnogi musiałbym kupić Monster Trucka. A rower jest fajny – 20 km na Kabaty pokonuję szybciej, niż gdybym jechał od siebie transportem miejskim (tram + metro)

    ł.

  • No cóż, Hunny zaczynasz kręcić… mowa był o tych co dotrwają do końca tekstu, a nie kiedy to przeczytają… stawiasz piwo i tyle, a za karę nie w Wawie, a w Świebodzinie, o..

  • Zaraz zaraz… gdzie tu jest przycisk cenzuruj komentarze… 😉

    ł.

  • Hue, hue, pociągneli guziczek resetu, tzn cenzury..? 😉

  • O, właśnie sobie uświadomiłem, że napisałem “W sumie nie wiem, po co to napisałem – ale podziwiam wszystkich, którzy dotarli do końca tekstu. Proszę upomnieć się o piwo przy najbliższym spotkaniu :)” – nic nie pisałem, że je dostaniecie 😉 No ale skoro już marudzicie, proszę upomnieć się o piwo i je dostaniecie. 😛

  • No masz szczęście… ja jednak upomnę się o piwo w Świebodzinie… tutaj łatwo trafisz.. póki co popijam Tyskie 😉

    Sija, W.