Bądźmy otwarci

Łatwość obsługi wolnego oprogramowania zadziwia mnie coraz bardziej. Niby nic nadzwyczajnego, w końcu używam go już od mniej więcej dekady, jednak…

Jakiś czas temu miałem wątpliwą przyjemność korzystania z zamkniętych, komercyjnych programów. Męczarnia, bo to drukarka nie działa, to program instalacyjny wyświetla ‘instalacja zakończona pomyślnie’, a system sie nie bootuje. Żadnych szans sprawdzenia, co nie wyszło, dlaczego nie wyszło i co zrobić, bo to poprawić. Na szczęście tam, gdzie wtedy przebywałem, była pomoc techniczna od tych spraw, a ja na czas awarii po prostu szedłem sobie do innego komputera.

Dziś postanowiłem obejrzeć, jak wygląda WordPress (ostatnio oglądałem wersję 1.5 i wtedy – już nie pamiętam dlaczego dokładnie, walkę o moje serce wygrał Drupal). Jednak dziś postanowiłem zobaczyć, co nowego w świecie WordPressa i… godzinę później miałem już postawioną i działającą instalację, spolonizowany layout i… przeniesione jednym kliknięciem wpisy z drupala (pewnie dałoby się i komentarze, ale nie znalazłem feedu z komentarzami w drupalu, a nie chciało mi się przenosić na żywca z bazy SQL). Cała zabawa, no – może poza przerzuceniem wordpressa na serwer (nie ma ftp), była do wykonania z poziomu przeglądarki www. I, jak widać działa.

Dziś, kiedy przypominam sobie narzekania ‘społeczności’ sprzed lat na to, że wolne oprogramowanie staje się za łatwe w obsłudze, utwierdzam się w przekonaniu, że były one bzdurą. Bo czy mielibyśmy dziś oprogramowanie takiej jakości, jaką mamy, gdybyśmy kiedyś tam nie przekroczyli masy krytycznej? Wątpię. Raczej ciągle tkwilibyśmy w instalatorach rodem ze Slackware (no offence) czy Debiana w wersji Bo.

To prawda, kiedyś przygoda z Linuksem była rzeczywiście przygodą, wymagała przygotowania – ale kto dziś zakazuje korzystania z konsoli? Pierwszą rzeczą, którą robię w każdej instalacji Linuksa przy której mam spędzić choć 10 minut, jest wyciągnięcie gdzieś na wierzch przycisku odpalającego gnome-terminal. Jednak tylko dzięki temu, że twórcy WO doprowadzili je do takiego etapu, jaki mamy dziś, korzystać z niego mogą nie tylko zaawansowani użytkownicy, ale każdy zainteresowany. Elitarność zostawmy dla ‘Grona’, sami bądźmy otwarci.

  • jonatankot

    Gdyby WO oprogramowanie nie przeszło rzeczonej ewolucji to zapewnie nie przesiadłbym się na Ubuntu i nie polecałbym tego rozwiązania wszystkim znajomym…

    Nie każdy ma w sobie powołanie do kompilowania ze źródeł, a przynajmniej nie na początku 😉 Ale konsola to naprawdę fajna sprawa 🙂

    Ciekawość nie zna granic więc zainstalowałem też OpenSUSE i planuję pierwszą randkę z Fedorą. Kto wie, co będzie dalej…

    Pozdrawiam!